Permission Marketing reklama w internecie

Jeżeli mówimy o reklamie w Internecie najczęściej mamy na myśli tzw. reklamę inwazyjną. Czyli atakujące (a niejednokrotnie przytłaczające) tysiące różnej wielkości banerów, przycisków, czy nachalnych okienek pop-up. Jest to najczęściej spotykany rodzaj promocji danej marki, chociażby na bardzo popularnych portalach informacyjnych. Ma on jednak wiele wad. Przede wszystkim jak pokazują badania coraz bardziej pogłębia się zjawisko tzw. ślepoty na banery. Użytkownicy po prostu już nawet podświadomie unikają reklam na stronach internetowych.

W opozycji do niego stoi właśnie permission marketing (marketing za przyzwoleniem), który bazuje na pewnej relacji z klientem. Najlepszym i najpopularniejszym przykładem jest e-mail marketing. Innymi słowy klient z własnej woli zapisuje się na nasz newsletter, aby otrzymywać informacje o nowościach. Taki Klient jest dla każdej firmy największym skarbem, o którego należy stosownie zadbać. Przede wszystkim należy utrzymywać z nim relacje. Jednakże to nie może być wyłącznie list z życzeniami świątecznymi lub z drugiej strony spam. Trzeba pamiętać, że klient (subskrybent) wyraża swoją zgodę. Powinien mieć on pełną wiedzę na temat tego jakiego rodzaju treści będzie otrzymywał. Zapisanie się na listę subskrybentów jest wyrazem zaufania do naszej firmy, marki. Dlatego też nie wolno zrazić takiego Klienta. Należy też pamiętać o częstotliwości wysyłania wiadomości. Jeśli będziemy wysyłać reklamę zbyt często to Klient może się tylko zirytować i potraktować nasze powiadomienia jako niechcianą, śmieciową pocztę.

W takim razie jak często informować subskrybentów?

Odpowiedź jest jednoznaczna – jeden raz. Wysyłamy informacje o nowym produkcie czy usłudze tylko jednokrotnie. Dlaczego?

Klient sam zdecydował się na otrzymywanie takiej formy reklamy. Możemy spokojnie założyć, że informacji od nas nie wyrzuci bez czytania do kosza,
w p.m (permission marketing) stawiamy na budowanie pozytywnych relacji. Nadmierna ilość tych samych informacji może bezpowrotnie te relacje zniszczyć. Czyli naruszyć wieź z najcenniejszym dla firmy Klientem,
klient spodziewa się pewnych treści i pewnej formie. Nie możemy tej pewności zburzyć, bo skutkiem może być w najlepszym wypadku wiadomość od subskrybenta z żądaniem zaprzestania subskrypcji a najgorszym... uraza do marki. Pamiętajmy, że uczucia negatywne są zawsze dużo silniejsze od uczuć pozytywnych. Może przerodzić się w to, że klient w gniewie „obdarzy” nas czarnym PR'em.

Taka wiadomość musi zaciekawić, a najlepiej oferować jakąś korzyść dla Klienta. W jakim momencie? Jeszcze przed zapisaniem się na listę. Nie muszą to być wielkie korzyści, ale niech widzi on, że o niego dbamy. Mogą to być udostępnione jakieś dodatkowe możliwości po zarejestrowaniu (zapisaniu) się na portal i listę.

Kolejne istotne pytanie – czy warto stosować e-mail marketing? Tu odpowiedź jest kategoryczna. Tak. Według ostatnich badań Internet Standard skuteczność tej formy reklamy w branży e-commerce w poprzednim roku wzrosła o 5% w porównaniu z 2009 r, kiedy to wyniosła 15,74 %. Dla porównania, w tym samym badaniu skuteczność reklamy wizualnej (np. banery) wyniosła 5%, czyli czterokrotnie mniej.